Świetny mecz obejrzeli zgromadzeni dzisiaj w belgradzkiej Arenie fani szczypiorniaka. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu w półfinale Mistrzostw Europy, pomiędzy Chorwacją a Serbią wyłoniono drugiego finalistę imprezy. Z Danią zmierzą się w nim gospodarze całego turnieju, Serbowie.
Przed tym spotkaniem wielu obawiało się, że będzie to mecz nie tylko z walką na boisku. Ze względu na podteksty historyczne i ogólną, łagodnie mówiąc, niechęć obu narodów do siebie obawiano się, że walka ta będzie toczyła się również poza boiskiem. Jak mówili zarówno Serbowie, jak i Chorwaci – dla nich to spotkanie to coś więcej, niż tylko sportowy pojedynek. Z „świętej wojny” zwycięsko wyszli jednak Serbowie, którzy pokazali po raz kolejny, że są dobrą drużyną, przyćmiewając w niektórych momentach świetnych Chorwatów. Spokojnie można znaleźć tu potwierdzenie tezy, że nazwiska nie grają. Niesieni dopingiem dwudziestotysięcznej grupy fanów Serbowie wygrali to spotkanie 26:22, chociaż do przerwy przegrywali jedną bramką.
Spotkanie rozpoczęli Chorwaci, którzy na boisko wszyli jednak bez jednego ze swoich liderów, Ivano Balicia. Już w pierwszych sekundach gry dwuminutowym wykluczeniem za faul popełniony na Blazenko Lackoviciu ukarany został obrotowy Serbii Bojan Beljanski, a podyktowany rzut karny na bramkę zamienił Ivan Cupić. Chwilę później do wyrównania – również po rzucie z siedmiu metrów – doprowadził Momir Ilić. Przez następne minuty gra toczyła się bramka za bramkę, a żadna z drużyn nie potrafiła rzucić dwóch bramek pod rząd. Dopiero w kolejno ósmej i dziewiątej minucie do chorwackiej bramki trafili odpowiednio Momir Ilić i Ivan Nikcević, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie 6:5. Chwilę później nieprzyjemna sytuacja miała miejsce w okolicach bramki Serbów, kiedy to po piłkę rzucili się Lacković i Nikcević. Incydent wyglądał na tyle poważnie, że do leżących i szarpiących się w walce o piłkę zawodników podbiegli ich koledzy, próbując ich rozdzielić. Cała sytuacja zakończyła się jednak spokojnie, a jedyną jego konsekwencją był rzut wolny dla Chorwatów.
W jedenastej minucie za sprawą rzutu Ivana Nincevicia to Chorwaci wyszli na jednobramkowe prowadzenie. W następnej akcji Serbowie stracili piłkę i podopieczni Ivicia Udovicicia mieli okazję do powiększenia przewagi do dwóch goli, jednak zbyt wolno rozgrywali piłkę, a sędziowie odgwizdali grę pasywną. Chwilę później, po kwadransie gry, szkoleniowiec Chorwatów zdecydował się wprowadzić na boisko Ivano Balicia, który w rezultacie znacznie przyspieszył grę swojego zespołu. Zaprocentowało to wszystko w 22. minucie, kiedy piłkę zgubili Serbowie, a pomyłkę tę bezwzględnie wykorzystał Marko Kopljar, dając swojemu zespołowi prowadzenie 9:11. Nie potrafili jednak oni utrzymać prowadzenia i na pięć minut przed końcem mieliśmy remis 11:11. Jednakże na 120 sekund przed ostatnim gwizdkiem arbitrów w pierwszej części spotkania zdołali ponownie odzyskać prowadzenie 12:14. Bramkę dorzucił jednak jeszcze niesamowity Marko Vujin, a ostatni rzut Blazenko Lackovicia wylądował ponad bramką i pierwsze trzydzieści minut gry zakończyło się wynikiem 13:14.
W drugiej części spotkania na boisku mogliśmy oglądać w zespole gospodarzy Alem Toskicia, który też otworzył wynik drugiej połowy dając remis swojemu zespołowi. Przyznać trzeba, że druga część spotkania należała jednak do Serbów, którzy grali niezwykle konsekwentnie zarówno w obronie, jak i w ataku. W 34. minucie ten sam Toskić dał swojemu zespołowi prowadzenie, którego on i jego koledzy nie oddali już do końca tego spotkania. Chwilę później przy stanie 16:15, dwiema minutami ukarany został serbski skrzydłowy, Rajko Prodanović, co próbowali szybko wykorzystać Chorwaci – natychmiast na pozycję wysuniętego obrońcy powędrował Domagoj Duvnjak, co zaprocentowało zmuszeniem do błędu kroków Dalibora Cutury. Chorwaci ruszyli szybko do ataku, jednak ich dwa rzuty obronił świetnie spisujący się nie tylko w tym meczu, ale i na całych mistrzostwach Darko Stanić.
W 41. minucie za sprawą celnego rzutu Cutury Serbowie wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Chorwaci mieli dogodne sytuacje, aby wyrównać, ale z trzech rzutów zaledwie jeden powędrował do bramki, a jego autorem był Igor Vori. Pokonać Stanicia nie potrafili natomiast kolejno Kopjar i Cupić, których rzuty wędrowały obok bramki. Gospodarze bezwzględnie wykorzystywali błędy swoich sąsiadów i doprowadzili do wyniku 21:18 w 48. minucie spotkania. Ostatnie dziesięć minut było niezwykle nerwowe dla fanów Chorwacji – najpierw ich reprezentanci na siedem minut przed końcem przegrywali już pięcioma bramkami, po czym szybko udało im się odrobić straty i zmniejszyć je do ponownie trzech trafień. W decydującej akcji zadrżała jednak ręka Zlatko Horvatowi, którego rzut z 57 minuty (przy stanie 25:22) zatrzymał się na bocznej siatce wraz z marzeniami Chorwatów o finale ME. Zawodnicy Ivicia Udovicicia wydawali się już nie mieć chęci do gry, mając w świadomości fakt, że nie uda im się już wygrać tego spotkania, które zakończyło się ostatecznie wynikiem 26:22.
Natomiast belgradzka Arena oszalała – już w końcowych minutach próżno było szukać fana, który ze spokojem i na siedząco mógłby oglądać to spotkanie. Jeszcze przed końcowym gwizdkiem zawodnicy serbscy całowali parkiet i skakali, ciesząc się ze zwycięstwa. Trudno się im jednak dziwić – jest to zdecydowanie największy sukces tej reprezentacji od czasu rozpadu byłej Jugosławii.